July 18

…albo czemu Fumiko nie zgadza się ze Zwierzem.

Obejrzałam sobie Jurassic World, ze sporym opóźnieniem bo ponad miesiąc od premiery, więc zdążyłam w tak zwanym międzyczasie poczytać recenzje. Jedną z nich była ta notka Zwierza Popkulturalnego, kompletnie depcząca film jako festiwal testosteronu i męskiego ego. Poszłam przez nią na film ze sporym uprzedzeniem… i się zdziwiłam.

Otóż okazuje się, że za chińskiego boga nie zgadzam się ze Zwierzem, szczególnie w kwestii oceny głównej bohaterki. Pozwolę sobie zacytować urywki:

“[…] cóż ona może zrobić. Choć potrafi biegać po dżungli w szpilkach (ogólnie wszędzie potrafi przemieszczać się szybko w białych szpilkach) to jednak daleko jej do bycia kobietą spełnioną. Ani faceta, ani – co wypomina jej siostra (zajmująca się głównie płakaniem) dzieci.”

“Oczywiście pierwsza randka nie wyszła – pewnie z jej winy skoro wszystko zaplanowała i nie chciała pić tequili. Ale następne pewnie zapewnią przetrwanie gatunkowi ludzkiemu.”

“Przy czym jest w filmie jedna scena w której bohaterka wykazuje się aktywnością – ratując swojego samca alfa. Ale dla scenarzystów byłoby to za dużo emancypacji więc ten natychmiast bierze ją w ramiona i obdarza pocałunkiem. Tym samym wyrównując poziom siły do punktu wyjścia.”

No to popatrzmy, jak to wyglądało oczami Fumiko:

Claire to typowa do bólu korposzczurzyca-neurotyczka, pedantyczna, owładnięta obsesją kontroli, pracoholiczka w nieskazitelnie białej garsonce (patrz: pedantyczna) i modnych szpilkach w kolorze nude. Jedna z wielu, niezależnie od płci, którzy złapali się na mit “poświęć wszystko dla pracy a osiągniesz sukces” – nie widziała siostrzeńców od siedmiu lat i jej pierwszą reakcją jest “o matko, muszę się zajmować, przeszkadzają mi w pracy, a ja tu muszę nowy obiekt inwestorom prezentować”. Każdy z nas, przypuszczam, zna tego typu osoby i z mojego doświadczenia wynika, że tak obsesyjna potrzeba kontroli ma jakieś głębsze podłoże, najczęściej lękowe.

Tylko że ta sama neurotyczka, która, co można bezpiecznie założyć, nigdy nie miała żadnego szkolenia w dziedzinie survivalu, tropienia czy choćby obchodzenia się z bronią, postawiona w sytuacji której absolutnie nie może kontrolować – czyli wyrzucona bezceremonialnie ze swojej strefy komfortu i kompetencji – okazuje się badassem kto wie czy nie większym niż ten gloryfikowany samiec alfa. Jest gotowa iść w tych zasmarkanych modnych szpilkach przez dżunglę żeby uratować swoją rodzinę. Głupie? Tak. Odważne? Jak cholera! Jest w stanie przywalić atakującemu postać Chrisa Pratta dinozaurowi kolbą i wpakować w niego (dinozaura) serię, choć jak mówię, można bezpiecznie założyć, że nie miała wiele z bronią styczności w swoim sterylnym korpoświecie tabelek i rachunków. (Nawiasem mówiąc, ja scenę pocałunku odebrałam bardziej na zasadzie “Co zrobiła??? Ona jest fantastyczna, szaleję za tą kobietą!!!” niż jakiegokolwiek wyrównywania poziomu siły). Prowadzi przez las olbrzymią ciężarówkę, spychając na pobocze atakujące raptory (jednego chyba nawet zabijając). Chroni swoich siostrzeńców jak matka lwica młode.

No i ostatecznie to ona wpada na pomysł wyciągnięcia T-Rexa dla pozbycia się genetycznie modyfikowanej hybrydy pustoszącej park. I to ona naraża się dla, jak to Zwierz ujmuje, “stada”, czyli robi to, co zazwyczaj samiec alfa, ściągając rzeczonego T-Rexa gdzie trzeba.

To nie brzmi jak słabiutka kobietka, potrzebująca męskiego ramienia. Postać Chrisa Pratta jest jej potrzebna jako źródło umiejętności, których ona nie ma. No, i jako “romantic interest” ale to swoją drogą. Ta korposzczurzyca została wrzucona w środek koszmaru, sytuacji której nijak nie mogła kontrolować i wyszła z niego zwycięsko. Silniejsza i pewniejsza siebie, niż była kiedykolwiek przedtem. Biały (z biegiem filmu coraz mniej) mundurek i pozbywanie się jego części odebrałam wprost przeciwnie do Zwierza – jako zrzucanie aktualnej roli i dopasowywanie się do tego, co się dzieje wokół niej. Garsonka się podarła i przeszkadza? Pozbyć się, w koszulce wygodniej. Pełnią szczęścia by było, jakby wykorzystała moment np. w budynku w starej części parku, żeby znaleźć robocze buty i zamienić te koszmarne szpilki na coś normalnego, ale cóż…

Wbrew sugestiom Zwierza wcale nie uważam, że Claire została wbita z buta w tradycyjną rolę, zrozumiała swoje miejsce i teraz to już zostaje jej tylko rozłożyć nogi i urodzić dzieci. Nie, Claire zrozumiała wartość bliskich – rodziny, którą zaniedbywała przez pracę, nie widując ich latami. Zrozumiała wartość przyjaciół, być może też dojrzała do decyzji o związku. Czy to się przełoży na decyzję o macierzyństwie – nie wiadomo. No i sugeruję zauważyć, że to ona przejmuje inicjatywę w kwestii romantycznej. Nie czeka aż Owen przyjdzie z kwiatkami tylko stawia sprawę jasno – co teraz robimy? Chcesz czy nie, próbujemy czy wsiadasz na prom ewakuacyjny i idziesz w swoją stronę? To nie jest zachowanie księżniczki czekającej na księcia.

Uch, rozpisałam się, to może koniec o Claire, a odniosę się do reszty. Znów cytat:

“Jak to w stadzie bywa są też młode. Tu mamy dwóch chłopaków – jeden kilkunasto drugi może dziesięcioletni. Obaj są materiałami na małych samców alfa. Niech tylko starszy się opanuje i zrozumie, że od dziewczyn (które budzą jego zdecydowanie za duże zainteresowanie albo domagają się wyznań miłości) ważniejszy jest brat.”

Nie zgadzam się (znowu) z tym, że braterska miłość miałaby być przejawem “samiectwa alfa”. Raczej wizja utraty kogoś bliskiego spowodowała u obu dzieciaków konieczność zweryfikowania, czy dalej chcą się kłócić o bzdury i sobie dokuczać, czy raczej staną razem, ramię w ramię, póki się da. Nie wiem, może jestem dziwna, ale dla mnie też ważniejszy byłby brat, niż licealne miłostki (nie mówię o poważnym związku, bo takiego tam nie ma). No a co mają do tego dziewczyny, na które gapił się starszy z chłopców, tego nie rozumiem. Ma te szesnaście lat czy coś i jest chodzącym pojemnikiem na hormony – każdy dzieciak w jego wieku gapił się na atrakcyjne dziewczyny robiąc z siebie durnia. I połowa dzieciaków w jego wieku, płci dowolnej, unikała deklaracji miłości przy licealnych miłostkach, których wcale nie byli pewni.

Kolejny cytat i kolejna polemika:

“Zaś wszystko i tak blednie w porównaniu z niechęcią twórców do nauki (bo szemrana), elektroniki (bo zawodna) i wszystkiego do dalekie od dobrego stadnego porządku.”

Serio? Dochodzę do wniosku, że jestem jakaś dziwna, bo odczytałam to zupełnie inaczej. To nie jest niechęć do nauki a przestroga przed niekontrolowanym dłubaniem w rzeczach, których nie rozumiemy, zwłaszcza z tak niskich pobudek jak korzyść finansowa. “You wanted more teeth”, chcieli mieć dinozaury większe, groźniejsze, dostarczające dreszczyku w parku rozrywki ale nikt nie wziął pod uwagę implikacji stworzenia takiej istoty. Naukowcy Parku Jurajskiego w pewnym momencie zatracili pryncypia, zamiast odrestaurowywać wymarłe gatunki zaczęli tworzyć nowe “pod publiczkę” i przed takim właśnie wykorzystaniem nauki jako dojnej krowy ekonomii jest ta przestroga.

Co do elektroniki to nie wydaje mi się, żeby była zawodniejsza niż gdzie indziej. Hybryda rozwaliła jeepa czy co to tam było bez wysiłku, to mogła rozwalić i jeżdżącą kulkę, projektowaną na ochronę przed przypadkowym (bądź celowym) uderzeniem roślinożerców a nie na osłonę przed genetycznie zmodyfikowanym superdrapieżnikiem. Jedyne co, to projektant idiota, powinien był zamontować autopilot który w razie czego automatycznie przejmuje kontrolę i wycofuje kulki do bazy. Generalnie pokazywanie, że rzecz nie zaprojektowana do jakiegoś działania nie będzie się sprawdzać przy tym działaniu nie jest “niechęcią do elektroniki”.

Żeby nie było, że jedynie się kłócę 😉 to zgadzam się ze Zwierzem jeśli chodzi o stereotypizację postaci pobocznych. Fakt, naukowiec-azjata czy chciwy wojskowy z obsesją superbroni to strasznie oklepane schematy. Nie mówiąc już o tym, że mało śmiechem nie ryknęłam widząc w helikopterze wezwanym przez owego złego wojskowego bandę zakapiorów spod znaku “dożywocie za same gęby”. Ale ostatecznie nie spodziewałam się szczególnej głębi charakterologicznej idąc na film sensacyjny o dinozaurach.

Co do postaci Chrisa Pratta, ex wojskowego Owena – to też jest straszny schemat. Ot, ciut aspołeczny ex wojskowy, który zamiast hodować psy hoduje raptory, usiłuje być cyniczny ale w gruncie rzeczy jest gotów ryzykować własnym życiem, żeby uratować nieznane mu dzieciaki. Tyle. Nie chce mi się nawet rozpisywać powyżej tego, IMO jest znacznie mniej interesującą postacią niż partnerująca mu Claire, choć pozornie to on jest gwiazdą i badassem.

Generalnie – do obejrzenia. Tyłka nie urywa, ale nie jest też aż tak koszmarne jak przedstawia to Zwierz. Przynajmniej według mnie.

To sobie naspamowałam 😀
Over & out!